Aktualności, Frampol, Z nowej gazety

Lily Water – historia pewnego talentu

Opublikowano 27 listopada 2016, autor: MD

Ma na imię Justyna. Od niedawna śpiewa pod pseudonimem Lily Water. We wrześniu 2015 roku ukazał się jej pierwszy singiel. Przedstawiamy Państwu wywiad z Justyną Stańczyk, pochodzącą z Frampola wokalistką, która opowiedziała nam o tym, jak spełniają się jej dziecięce marzenia.

NOWa Gazeta Biłgorajska: Od kiedy zaczęła się Twoja przygoda ze śpiewaniem? Jak wspominasz swoje początki? 

Lily Water: Śpiewam odkąd pamiętam. Moje pierwsze publiczne występy na scenie i z mikrofonem w ręku przypadają na okres zerówki. W 1998 roku podczas „Dni Frampola” zgłosiłam się w ostatnim momencie do konkursu wokalnego. Szybciutko pobiegłam wtedy do domu po ulubioną kasetę magnetofonową z utworem „Pluszowy miś” zespołu Bahamas. Na kasecie tytułowy „Pluszowy miś” był także w wersji instrumentalnej. 

Jako 11-, 13-latka występowałam z chórem Millennium, który prowadzili ówczesny wikary naszej parafii oraz nauczyciel muzyki pan Krzysztof Jasiński. Następnie śpiewałam w chórku szkolnym, który prowadziła pani Marta Hetman, występowałam również solo podczas różnych akademii szkolnych. W gimnazjum znów powróciłam do chóru Millennium – ale tam już wiele się zmieniło, choć nauczyciel muzyki pozostał ten sam. Chór przestał nosić status przyparafialnego, a stał się szkolnym, gimnazjalnym. W owym okresie odnosiliśmy liczne udane występy, m.in. kilkakrotnie zdobywaliśmy pierwsze miejsce na Ogólnopolskim Festiwalu Pieśni Piosenki Patriotycznej – Ludowej i Tańca Ludowego w Warce.

W latach 2008-2010 uświetniałam śpiewem uroczystości ślubne na terenie naszego regionu. Gdy rozpoczęłam studia, postanowiłam nadal rozwijać moją muzyczną pasję, bez której nie mogłam żyć. I tak trafiłam pod skrzydła Sylwii i Jakuba Piotrowskich i ich Studia Muzyki Rozrywkowej i Jazzu J`Sound w Lublinie. Po dziś dzień uczę się od nich sztuki wokalnej. 

W międzyczasie pojawił się jak ja to mówię „epizod” związany z działalnością mojego zespołu NightMagic. Nagraliśmy wtedy kilka kawałków w studiu. Współpracę jednak zakończyliśmy i każdy poszedł swoją drogą.

W światku muzycznym od 2015 roku funkcjonuję jako Lily Water i wraz z Kubą Piotrowskim aranżujemy moje autorskie utwory, zapraszając do współpracy znakomitych gitarzystów Ziemi Lubelskiej.

Wiemy, że nauczyciele, którzy pojawili się na Twojej drodze, odegrali w Twoim życiu ważną rolę odkrywali jako pierwsi Twój talent. Jak wspominasz tamte czasy?

Zawsze cieszyłam się, że mogę śpiewać i ktoś chce mnie słuchać. Śpiewanie w chórach sprawiało mi wiele radości, ale najlepiej czuję się, gdy śpiewam solo lub w duecie. Tak, myślę o duecie, istnieje możliwość, że któregoś dnia nagram piosenkę z gościem specjalnym. Piosenka zresztą już jest, czeka jednak w szufladzie na odpowiedni moment.

Początki w chórze Millennium… wtedy też wielokrotnie śpiewałam sama na scenie. Pan Krzysztof Jasiński uczył mnie wielu piosenek. Porywałam się na dziecięce utwory, np. „Hymn tęczy” czy „Bo tylko maleńka”, ale śpiewałam także i poważniejsze kawałki, jak np. „Orła cień” zespołu Varius Manx. To były czasy! Bez Internetu, tylko kasety magnetofonowe, cud jak posiadało się jakiś fajny instrumental, do którego można by było troszkę pośpiewać. Skoro nie było Internetu, nie było też gotowych tekstów piosenek. I tak siedziałam z mamą nad magnetofonem, wsłuchiwałyśmy się w utwory, które chciałam wykonywać i starałyśmy się spisywać słowa.

Gdy moją nauczycielką muzyki została pani Marta Hetman, „modne” były utwory z serii „Wygraj Sukces”. Wiele takich piosenek wtedy zaśpiewałam na uroczystościach szkolnych i środowiskowych. Jeśli kogoś interesuje temat „Wygraj Sukces” – można łatwo znaleźć wiele informacji w Internecie. Naprawdę polecam, utwory są cudne! 

Przyznam się szczerze, że zawsze wolałam próby przed jakimś przedstawieniem, próby chóru, tworzenie dekoracji, strojów i tej całej otoczki, od uczestniczenia w lekcjach. Teraz bezkarnie mogę się przyznać.

Później przyszedł czas na Twój pierwszy zespół, pierwsze wspólne nagrania, mnóstwo koncertów. Opowiedz o tym! 

NightMagic to taki trochę mój niespełniony sen. Chłopaki pochodzą z naszego regionu biłgorajskiego, są absolwentami Biłgorajskiej Szkoły Muzycznej Cassio. Wspólnie szukaliśmy naszego brzmienia. Klimat cały czas oscylował wokół rocka, natomiast domieszki były różne, od cięższych metalowych riffów, poprzez hard rock, po pop rock. Wtedy nadszedł czas, by wyjąć z szuflady autorskie kawałki. Tak trafiliśmy do studia. Nagraliśmy parę piosenek. Ruszyliśmy z koncertami. Próby odbywały się w Biłgoraju w piwnicznej salce budynku należącego do PKS Biłgoraj. Graliśmy w różnych miejscowościach, na różnych festynach, wszędzie gdzie nas zapraszali. Po około roku współpracy skład powoli zaczął się wykruszać. 

2015 rok to początek solowej kariery, Twój pierwszy singiel. Czy jest on realizacją Twoich marzeń?

Mój singiel pt. „Rozbijmy zło – Before it`s all too late” powstał z potrzeby serca. Działając jako wolontariuszka w Biłgorajskim Stowarzyszeniu „Podaj Łapę”, widząc to okrucieństwo, jakim ludzie „obdarzają” zwierzęta, postanowiłam wystosować muzyczny apel. Aby przesłanie było mocniejsze, wraz z grupką chętnych osób nagraliśmy teledysk taki, aby poruszył. Taki, aby ukazał, jak te zwierzęta cierpią. Przecież nie musi tak być, jeśli ludzie zmienią swoje nastawienie i postępowanie wobec zwierząt na lepsze, a choćby neutralne, to będzie sukces! Naprawdę serducho mi się kraje, jak widzę biedną, niewinną istotę, która cierpi i umiera w męczarniach za ludzką głupotę i okrucieństwo! Padają pytania, czemu nie pomagasz biednym dzieciom, domom dziecka i innym stowarzyszeniom, dlaczego wybrałaś zwierzęta, a nie pomoc ludziom pokrzywdzonym przez los? Często spotykam się z takim wręcz zarzutem, bo ton, w jakim dana osoba się wypowiada, zarzuca mi, że przecież to tylko zwierzęta, że ludzie są ważniejsi… Często mam ochotę dać takiej osobie w twarz na otrzeźwienie. Tak, i nie boję się tego powiedzieć głośno. Kto tymi biednymi zwierzętami ma się zająć? One nie są winne żadnej zbrodni, cierpią w milczeniu, samotne… Organizacji, które pomagają ludziom, wszelkich fundacji jest sporo.

Wracając do pytania, tak, wydanie singla w formie fizycznej, tzn. w formie płyty CD, było spełnieniem moich marzeń. Tytułowa piosenka stała się hymnem corocznej biłgorajskiej imprezy „Animal Party”, została stworzona z myślą o zwierzakach, z myślą o pomocy, z myślą o Animal Party. W tym roku ze względu na pracę w Holandii nie mogłam uczestniczyć w imprezie, ale myślę, że w następnym roku uda nam się dograć terminy. 

Następnym marzeniem jest wydanie pełnowymiarowej płyty, z 13 utworami. Część kawałków mam już napisane, część się pisze. Przyjdzie czas, że i to marzenie spełnię. Na razie upubliczniam w serwisie youtube, jak to mówię, „strzały” – czyli raz na jakiś czas „wypuszczam” autorską piosenkę, aby sprawić radość sobie i tym, którzy czekają na te kawałki, którzy mówią mi wprost, że lubią mnie słuchać. To naprawdę wspaniałe, czuć, że robisz coś, co daje szczęście nie tylko tobie, ale też innym. 

Zdradź nam, jakie są Twoje muzyczne inspiracje? Kto jest Twoim największym idolem w Polsce, a kto na świecie? 

Moimi wokalnymi inspiracjami i wręcz wzorami są: Holenderki – Sharon den Adel, Simone Simons i Finka Tarja Turunen. Uwielbiam takie zespoły jak Nightwish, Within Temptation, Epica, Guns N` Roses, Nirvana, Evanescence oraz osobistość, jaką jest Ray Wilson. Często słucham muzyki relaksacyjnej, medytacyjnej, fantasy. Wręcz ubóstwiam geniusz Hansa Zimmera! Natomiast jeśli chodzi o polską scenę muzyczną, moim ulubionym zespołem jest TipsyTrain pochodzący z Lublina.

Z kim najbardziej chciałabyś nawiązać jakąkolwiek współpracę? Czy to jedynie przy pisaniu tekstów i muzyki, czy wspólnego zaśpiewania? 

Jeśli to ja zapraszam kogoś do współpracy nad konkretnym kawałkiem, mój projekt zawsze posiada już i tekst, i muzykę. Ja piszę teksty, z linią wokalu jest różnie, tzn. czasami układam je sama, a czasami wraz z moim mentorem Jakubem Piotrowski. Tak jak kiedyś, gdzieś powiedziałam: mam pomysł, Kuba wyciąga go z mojej głowy, obrabia w swój i tak powstają nasze kawałki 

W naszych projektach brali udział różni gitarzyści. Od niedawna mam już stałego „guitarnika”, a jest nim Filip Sykut z Lublina. Wgrał gitary do kawałka „W Ogniu Słońc” i widocznie mu się spodobało, bo wyraził chęci do dalszej współpracy 

Jeśli sytuacja byłaby odwrotna i to mnie ktoś zaprosiłby do swojego projektu, na pewno musiałby mi odpowiadać i pod względem muzycznym i tekstowym, gdyż nie umiałabym wykonać czegoś, co nie jest w pełni ze mną zgodne. Muszę i chcę słuchać swojego serca.

Jakie rady miałabyś dla młodych, początkujących artystów, którzy chcieliby odnieść sukces podobny do Twojego? Czy samo bycie oryginalnym i zauważalnym wystarczy? 

Dla mnie sukces ma więcej niż jedno znaczenie. Mój sukces polega na tym, że spełniam swoje dziecięce marzenia, robię to, co dyktuje mi moje serce. Nawet gdy coś mi nie do końca wychodzi, dążę do tego, by to poprawić, pracuję nad sobą, zarówno nad moim wokalem, muzyką, jak i psychiką. Nie tylko w tej branży, ale i w każdej, trzeba umieć znieść słowa krytyki, tu zaznaczam, jeśli krytyka jest konstruktywna i przekazana we właściwy sposób, z szacunkiem do drugiego człowieka – to jak najbardziej OK! Jeśli jednak ktoś lubi bawić się w hejtera i próbuje podłamać i zniszczyć psychicznie drugą osobę, to już nie jest w porządku, na to trzeba się uodpornić, a w razie większych problemów, umieć o tym mówić głośno i zgłaszać do odpowiednich służb, bo niektóre rzeczy, jak np. groźby są karalne. W Internecie niby jesteśmy anonimowi, ale to tylko złudzenie. Jeśli mamy z kimś problemy, trzeba takie sytuacje zgłaszać. 

Sama nadal czuję się początkującym artystą, pomimo tylu lat na scenie, ciągle się uczę, poznaję nowych ludzi, jestem wręcz wrzucana w nowe sytuacje. Każdy koncert jest inny, trzeba umieć się wszędzie odnaleźć. 

Wszystko jest ważne, od sprzętu, po sceniczny image i najważniejsza jest oczywiście muzyka, czyli co chcemy innym przekazać. Wszystko to, o czym wspomniałam, musi ze sobą współgrać, stanowić całość. Musimy być prawdziwi w tym, co robimy. Należy także pamiętać, by niczego nie robić wbrew sobie, wszystko musi być z nami spójne, bo inaczej, jak mawiam: „nie popłynie”. 

Jeśli ja jestem szczęśliwa z tego, co robię, innych wokół też „zarażę” uśmiechem i optymizmem, że warto spełniać marzenia i że to wcale nie jest takie trudne, wystarczy chcieć i mocno pracować, i dążyć do realizacji. Niech marzenie stanie się naszym celem, wbrew wszystkiemu, co nam przeszkadza po drodze, wbrew temu, jak bardzo negatywnie nastawieni do świata ludzie próbują nam podciąć skrzydła. Nie bójcie się być oryginalnymi i zauważalnymi wśród przysłowiowego „szarego tłumu”! Ja już słyszałam różne określenia na swój temat i dobre, i złe. Ale niczym się nie przejmuję, bo nikt nie przeżyje mojego życia za mnie! Nie chcę potem w wieku 60 lat zastanawiać się, co by było gdyby… i żałować. Od małych sukcesów, małymi kroczkami po większe sukcesy. One same przyjdą, gdy nawet nie będziesz się ich spodziewać! Musisz się tylko odważyć i zawalczyć! 

Czy pójście do Voice`a, Mam Talent, X Factora czy Must Be The Music uważasz za dobrą drogę? Czy na początku swojej kariery rozważałaś taki krok? 

Pamiętam, jak kiedyś istniał program „Idol”, to było coś! Po takim programie faktycznie można było zostać „gwiazdą” w swojej branży. Obecnie jest tyle tego typu programów, że szczerze mówiąc, nie odróżniam, który jest który i gdzie jakie jury. Poważnie. Faktem jest, że nie za bardzo się tym interesuję. Nie twierdzę, że to jest złe i żeby w tym nie uczestniczyć. Jeśli ktoś czuje, że powinien i chce – to czemu nie!

Ja podążam swoją muzyczną ścieżką, kroczek po kroczku wspinam się po schodach swoich możliwości. Robię to wszystko, by być szczęśliwą, jeśli przy tym komuś się to podoba i nawet zachęca innych, by poznali moją twórczość – to naprawdę świetnie! Jeszcze bardziej mnie to motywuje do działania! Ja nie lubię porównań, wyścigu szczurów, podkładania sobie wzajemnie kłód pod nogi. Bo to do niczego dobrego nie prowadzi. 

Ja wykonuję muzykę niszową, niekomercyjną, nie zagrają tego czołowe radia. Moje kawałki, owszem, można usłyszeć w radiach, ale także niekomercyjnych, rockowych, polskich i zagranicznych. Jeszcze jakiś czas temu, nawet by mi do głowy nie przyszło, że napisze do mnie przedstawiciel radia z Argentyny, którego zainteresowały moje kawałki. Tak to już jest, jak wspomniałam wcześniej, kroczek po kroczku, zdecydowanie, bez oglądania się wstecz. Wszystko jest możliwe!

A teraz z innej beczki, nie tej muzycznej. Co porabiasz na co dzień, gdzie mieszkasz i co Cię kręci poza muzyką?

Od marca tego roku mieszkam w Holandii wraz z moim Ukochanym i kotką Shebą. Ciężko pracujemy przez 6 dni w tygodniu na magazynach, by mieć lepszą przyszłość w Polsce. Pomimo tego staram się znajdować czas na muzykę, na tworzenie nowych kawałków i pisanie bloga o tytule „Znak Czasu”. Z początku miał być to blog kulturoznawczy, jednak zapragnęłam dzielić się z moimi czytelnikami niektórymi aspektami mojego życia. I tak na blogu prócz kulturoznawstwa, można znaleźć takie działy jak: video, stop klatka, przemyślenia, moje smaki, uroda i zdrowie, podaj łapę i wiele innych. Adres bloga: http://znakczasu.blogspot.nl. Zapraszam także na moją stronę internetową: http://lily-water.ownlog.com.

Komentarze

  1. Pozdrowienua dla artystki od artystki obecnie z Biszczy wraz z uciekinierami z Bytomia.

Zostaw komentarz

Redakcja "NOWa Gazeta Biłgorajska" NIE PONOSI ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA ZAMIESZCZONE KOMENTARZE!