Historia, Z nowej gazety

Wspomnienia o biłgorajskich lekarzach

Opublikowano 18 listopada 2015, autor: RED.

W gronie studentów wydziału medycyny Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie była grupa studentów – żołnierzy I wojny światowej. Wśród nich był Stanisław Pojasek. Złożyli ślubowanie, że po ukończeniu studiów medycznych pójdą do pracy tam, gdzie najtrudniej, gdzie brak lekarzy.

Wspomnienia o biłgorajskich lekarzach

Wspomnienia bliskich o ikonie biłgorajskiej służby zdrowia dr. Stanisławie Pojasku.

Żona Jadwiga: „Poznałam go we wrześniu 1930 r. Brat przedstawił nam kolegę specjalizującego się w chirurgii i ginekologii. W naszym domu w Przemyślu zrobił miłe wrażenie. Widywaliśmy się rzadko. Studiowałam filologię polską we Lwowie. Stasio przeniósł się do Biłgoraja. Pobraliśmy się w 1935 r. w Przemyślu. Spakowałam manatki i wyjechałam za mężem. Kiedy pokazał mi Biłgoraj byłam w rozpaczy. Kilka domów, kościół, studnia, bruk na głównej ulicy. Wówczas powiedział spokojnie: „Wiedziałem, że ci się nie spodoba, dlatego wcześniej cię tu nie przywoziłem”. Okazało się niebawem, że męża mam „na papierze”, bowiem dnie i noce spędzał w szpitalu. Warunki były tam tragiczne. Chorzy leżeli pod kocami na pryczach. Sława dobrego chirurga i położnika dotarła z Przemyśla do Biłgoraja. Ludzie zaczęli zjeżdżać z całego regionu. Pojawiły się pieniądze. Doktor zakupił płótno i pościel do szpitala, wkrótce wyeliminował oświetlenie naftowe. Przystąpił do modernizacji budynków i wyposażenia, przeważnie własnym sumptem. Władze miasta pomogły w wymianie prycz na metalowe łózka. Pieniądze brał tylko od majętnych pacjentów. Pamiętam – wspomina pani Jadwiga – kobiecinę, która wyszła od męża, machając receptą i banknotem. „O co chodziło?” – spytałam go – „Nie wziąłem pieniędzy, ale dałem jej na leki, bo prócz pcheł nie miała nic więcej”.

Tadeusz Iwanowski – księgowy: „Z dr. Pojaskiem zetknąłem się na początku wojny. Zostałem ranny i po wielu perypetiach „wylądowałem” w szpitalu biłgorajskim. Dr Pojasek najpierw wyleczył mnie z kontuzji, a potem z pacjenta awansowałem na głównego księgowego. Mimo że szpital był pod ciągłą kontrolą gestapo, zawiązaliśmy komórkę konspiracyjną Armii Krajowej. Dr miał pseudonim „Adam”, ja natomiast „Ney”. Dr szkolił młodych, twierdząc, że trochę medycyny zawsze się przyda w tych trudnych czasach. Tadeusz Iwanowski był komendantem konspiracyjnego hufca ZHP. Organizował „Szare szeregi” w Biłgoraju. Współtworzył szpital polowy AK-665 w Trzepietniaku koło Aleksandrowa. Dr Pojasek nie miał wiedzy budżetowej. Kiedy uświadamiałem go, z których paragrafów – gotówkę można „przychodować” mówił, machając ręką: „Ty mi, Maćku, gadaj ile mamy pieniędzy, a o paragrafach mi nie wspominaj”.

Lekarz chirurg – pediatra Jan Kowalski: „Do szpitala w Biłgoraju przyjechałem na początku 1953 r. Zaciągnął mnie tu mit chirurgii, z której słynął dr Pojasek. Pamiętam go jako niewysokiego człowieka, który szybko mówił i szybko chodził. Palił najgorsze papierosy. Do wszystkich mówił per „Maćku”. Gorzej, gdy zwracał się „Panie doktorze” – to znaczyło, że koniec był bliski. Dla młodych lekarzy był doskonałym nauczycielem. Przekazywał swą wiedzę i puszczał do samodzielnej pracy. Cieszył się, gdy widział, jak rośnie nasz autorytet i uznanie wśród pacjentów. Mówił kiedyś do mnie: „Maćku! Chcesz być chirurgiem – ale mnie bardzo potrzebny jest pediatra – to zrób specjalizację!” – i zrobiłem. Tym sposobem prawie każdy z nas – jego uczniów miał podwójną specjalizację. Nie miał dyrektorskiego gabinetu. Jego gabinet to sala operacyjna. Dokumenty podpisywał na kolanie, na parapecie, a nawet na zamkniętym sedesie. „Twarde” rozmowy przeprowadzał z lekarzami pod schodkami. Mówili wówczas: „byłem u dyrektora na dywaniku”. Był niebywale wytrwały. Wykonywał 5-6 operacji dziennie. Młodzi lekarze nie wytrzymywali trudów operacji i zmieniali się wielokrotnie”.

Dr Kowalski podziwiał niewiarygodne efekty. Śmiertelność pooperacyjna była mniejsza niż w klinice lubelskiej. Dr Pojasek zapytał mnie: „Do jakiego wniosku doszedłeś?” – „W Lublinie operują inteligentów, ludzi znerwicowanych, którzy po operacji mogą dostać zawału, tu jest przeważnie element wiejski, któremu obce są stresy. Całkowite zaufanie oddają w ręce lekarza, będącego Bogiem i wyrocznią”. Dyrektor uśmiechnął się tylko i nic nie powiedział”.

Lekarz chirurg Wojciech Pojasek – syn dyrektora: „Szpital to jego dziecko! My – ja i siostry byliśmy na drugim miejscu. Widywaliśmy się całą rodziną w niedziele i święta. Pamiętam wyprawy rodzinne w okolice wynajętą bryczką – to były piękne chwile. Był niezmordowany. Wracał późno ze szpitala i jeszcze czytał. Uwielbiał beletrystykę i historię. Jego „konikiem” była astronomia. Gdy był w obcym towarzystwie, nie wiedziano, czy jest filologiem, historykiem czy astronomem. Nie podejrzewano go nawet, że jest lekarzem. Sam mawiał: „Lekarze tylko na temat flaków umieją rozmawiać”. To był dobry tata. Myślę, że spełniłem jego przedśmiertne życzenie, wydając jego pamiętniki, które ukończył pisać 3 tygodnie przed śmiercią”.

Dodam od siebie, że posiadam i często wracam do interesujących wersetów wydanej w 2006 r. książki „Okupacja, konspiracja, medycyna”, której autorem jest S. Pojasek.

Przy ulicy, dawniej Szpitalnej, obecnie dr. Stanisława Pojaska mieści się szpital, teraz nowoczesna placówka służby zdrowia. Od 2010 r. Zespół Opieki Zdrowotnej ARION. W 15. rocznicę śmierci dr. Pojaska wmurowano tablicę pamiątkową. W 30. rocznicę posadzono pamiątkowy dąb. Dr Stanisław Pojasek 32 lata piastował funkcję dyrektora biłgorajskiego szpitala. W 1944 r. za udział w konspiracji otrzymał „Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami”. Potem „posypały się” inne liczne uhonorowania, do których odnosił się z rezerwą. Piszę to z estymą, gdyż znałem dobrze tego wyjątkowego człowieka.

Doktor Stefan Szmidt (1916-1986)

Urodził się w Szychranach (Rosja) nad Wołgą 5 września 1916 r. Szkołę średnią ukończył w Chełmie Lubelskim w 1924 roku. Studia medyczne rozpoczął na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, a dyplom uzyskał w 1939 roku w Poznaniu. W czasie II wojny światowej, pracując w biłgorajskim szpitalu udzielał pomocy żołnierzom Września 1939 r. i partyzantom (m.in. z bitwy pod Osuchami) wraz z dyrektorem tej placówki dr. Stanisławem Pojaskiem. Obaj byli członkami Armii Krajowej. Na początku roku 1945 został zmobilizowany do II Armii Wojska Polskiego, z którą przebył szlak bojowy, uczestnicząc w walkach pod Budziszynem i Pragą Czeską. Został odznaczony Krzyżem Walecznych, Odznaką Grunwaldzką, Medalem Zwycięstwa i Wolności, a także po wojnie wieloma odznaczeniami resortowymi, Krzyżem Kawalerskim Odrodzenia Polski i Złotym Krzyżem Zasługi. W biłgorajskiej służbie zdrowia pracował 35 lat jako świetny chirurg, ceniony lekarz, przyjazny ludziom człowiek, społecznik. Piastował wiele funkcji. Był kierownikiem wydziału zdrowia Prezydium Powiatowej Rady Narodowej, lekarzem Przychodni Obwodowej i Ubezpieczalni Społecznej, kierownikiem stacji pogotowia ratunkowego i ambulatorium MSW. Bardzo aktywnie działał społecznie w PCK. Pracował z poświęceniem, przestrzegał najwyższych wartości etyki lekarskiej. Znany był i ceniony zarówno wśród lekarzy, jak i pacjentów, swoją wiedzę i doświadczenie chętnie przekazywał młodym lekarzom. W ostatnim okresie pobytu w Biłgoraju ówczesne władze – mimo iż był bezpartyjny – złożyły mu propozycję objęcia stanowiska dyrektora ZOZ i Szpitala Powiatowego. Piastował je do dnia wyjazdu z Biłgoraja do Żyrardowa w 1975 r.

Doktor Maria Kwiecień (1927-2005)

Uciekając w 1943 r. przed „rzezią ukraińską” razem z matką i siostrami Mirosławą i Eweliną przez Tarnopol, dotarła do Krzeszowa nad Sanem, a potem, po przejściu frontu, do Biłgoraja. Osobowość Marii Kwiecień kształtowała się więc w trudnym kontekście wojennych i powojennych losów tego pokolenia Polaków. Nie była nigdy obojętna na losy innych ludzi, ani ojczyzny. Już w rodzinnej Białozórce, jako dorastająca dziewczyna wstąpiła do AK. Współpracując z Ruchem Oporu pomagała prześladowanym przez Niemców Polakom i Żydom, organizowała schronienie i dostarczała żywność. W Biłgoraju ukończyła szkołę średnią. Prowadziła drużyny harcerskie. Pracowała w biłgorajskim szpitalu, uczyła religii w wiejskich szkołach, m.in. w Hedwiżynie i Dylach. W roku 1956 po ukończeniu studiów medycznych w Białymstoku powróciła do Biłgoraja i podjęła pracę lekarza w Ośrodku Zdrowia w Lipinach, później w szpitalu biłgorajskim i jako lekarz szkolny w LO, a w ostatnich latach w ośrodku zdrowia w Księżpolu. Pani doktor Maria Kwiecień to piękny przykład oddania się i poświęcenia dla chorych. Jako lekarz pediatra zawsze była gotowa, bez względu na sytuację, osobiście udawać się do chorych dzieci, obdarzając je serdecznym i ciepłym słowem. Przez ponad pół wieku współpracowała z PCK, uczestnicząc w różnych humanitarnych akcjach. Znana była z tego, że bez reszty poświęcała serce i czas potrzebującym, zwłaszcza chorym dzieciom. Taką ją pamiętamy.

Doktor Bogdan Szczypa (1931-2006)

Doświadczył wszystkich nieszczęść inteligenckiego pokolenia czasów okupacji i czasów powojennych. Przez lata nie mógł odwiedzić położonej na Wołyniu miejscowości, w której się urodził, znalazła się bowiem na terenie ZSRR. Ojciec, oficer Korpusu Ochrony Pogranicza, ginie zamordowany w Katyniu, jak i kadra oficerska z ziem zagarniętych po 17 września 1939. Matka, z zawodu pielęgniarka, zamieszkała z dwoma synami: Bogdanem i młodszym Jerzym w Chełmie Lubelskim. Sama wychowywała, a potem kształciła synów. Bogdan, którego koledzy ze studiów wspominali jako bardzo dobrego studenta, jednocześnie bardzo życzliwego i uczynnego kolegę, kończy wydział lekarski Akademii Medycznej w Lublinie. Profesor Tyszkiewicz mianował go p.o. ordynatora oddziału zakaźnego szpitala w Biłgoraju. Po uzyskaniu specjalizacji oddziałem tym kierował przez trzydzieści pięć lat. Całe zawodowe życie spędził Biłgoraju. Dał się poznać jako lekarz, którego jedynym celem było dobro pacjenta. Prezentował w naszym mieście pewien jednoznaczny wzorzec osobowości. Kierowany przez niego oddział z wzorowym porządkiem, dyscypliną i kulturalnym personelem także wyróżniał się na tle innych. Był człowiekiem nie tylko z dyplomem lekarskim, ale posiadał coś, czego nie uczą na studiach – miał klasę. Często wspominam mojego dobrego, prawdziwego przyjaciela Bogdana.

Kazimierz Szubiak

  • Wspomnienia o biłgorajskich lekarzach
  • Wspomnienia o biłgorajskich lekarzach
  • Wspomnienia o biłgorajskich lekarzach

Komentarze

  1. Jestem pod wielkim wrażeniem .Tacy ludzie ich postępowanie przywraca wiarę w ludzi.
    Co by nie pomyślał albo nie powiedział to jestem w szoku,pozytywnym szoku.
    W kwestii mniejszej śmiertelności pacjentów jak w Lublinie ti pomyślałem ,że były dobrze zachowane earunki sterylniści w Biłgoraju.Nawet to śwuadczy dobrze o ówczesnych lekarzach i panu Pojasku i reszcie lekarzy i niewspomnianym personelu .
    Porównując dzisiejsze warunki z punktu pacjenta to który lekarz i gdzie tam był by tak wspaniały ? Który lekarz z dzisiejszych ze swych pensji wydał wydawał by na coś na zakup czegoś?
    Sama ilość operacji świadczy bardzo pozytywnie o doktorze. W tamtych czasach NFZ nie dawała jak dziś.Ilość operacji świadczy o ilości zestawów narzędzi które musiały być wysterylizowane. To jak na czasy PRL był wynik bardzo bardzo dobry .
    Zapytuje /a sam poszukam / autora i rodziny tych wspaniałych ludzi czy w internecie w Wikipedii są profile opisujące te osoby ?
    Pisanie pamiętników to cudowna sprawa .Dzięki temu może niejako rozmawiać z rodziną i ludźmi skoro opublikowane.
    Kwestia zainteresowań – astrononią przez pana Pojaska .Rozumiem go bardzo ,bo i ja ukochałem Ziemię Biłgorajską wła#nie z tego powodu gdy miałem okazję pierwszy raz zawitać zimą w 2002/2003 i dokonałem odkrycia cudownego nocnego nieba usłanymi gwiazdami .Gwiazdy były tak usłane ,że pomyślałem czapką rzucić i nie spadnie bo zawiśnie.Rzycie pokazało ,że córce ówczesnego przyjacielstwa czym innym chciało się rzucać na nieboskłon .
    Ale takiego nieba nad okolicą to tylko pozazdrościć .Porównywalne niebo to gdzię na Oceanie nad równikiem albo gdzieś w gorach daleko od świateł i oparów przemysłowych.Polecam nocne obserwacje nieba w okolicy.
    Co bym nie napisał panie Kazimierzu to wspaniale pannujął temat. Miło czytać o takich ludziach .Gdzie dzisiaj są im podobni ? w życiu przypominającym małpi gaj i wyścig szczurów kontra pauperyzacja społeczeństwa czyli postępująca bieda .
    PS- trole uszanujcie ten artykuł ,żebym nie musiał kogoś nazwać szpetnie po francusku.

  2. Jestem pod wielkim wrażeniem .Tacy ludzie ich postępowanie przywraca wiarę w ludzi.
    Co by nie pomyślał albo nie powiedział to jestem w szoku,pozytywnym szoku.
    W kwestii mniejszej śmiertelności pacjentów jak w Lublinie to pomyślałem ,że były dobrze zachowane warunki sterylniści w Biłgoraju.Nawet to pozytywnie świadczy o ówczesnych lekarzach i panu Pojasku i reszcie lekarzy i niewspomnianym personelu .
    Porównując dzisiejsze warunki z punktu pacjenta to który lekarz i gdzie tam był by tak wspaniały ? Który lekarz z dzisiejszych ze swych pensji wydał wydawał by na coś na zakup czegoś?
    Sama ilość operacji świadczy bardzo pozytywnie o doktorze. W tamtych czasach NFZ nie dawała jak dziś.Ilość operacji świadczy o ilości zestawów narzędzi które musiały być wysterylizowane. To jak na czasy PRL był wynik bardzo bardzo dobry .
    Zapytuje /a sam poszukam / autora i rodziny tych wspaniałych ludzi czy w internecie w Wikipedii są profile opisujące te osoby ?
    Pisanie pamiętników to cudowna sprawa .Dzięki temu może niejako rozmawiać z rodziną i ludźmi skoro opublikowane.
    Kwestia zainteresowań – astrononią przez pana Pojaska .Rozumiem go bardzo ,bo i ja ukochałem Ziemię Biłgorajską właśnie z tego powodu gdy miałem okazję pierwszy raz zawitać zimą w 2002/2003 i dokonałem odkrycia cudownego nocnego nieba usłanymi gwiazdami .Gwiazdy były tak usłane ,że pomyślałem czapką rzucić i nie spadnie bo zawiśnie.Życie pokazało ,że córce ówczesnego przyjacielstwa czym innym chciało się rzucać na nieboskłon .
    Ale takiego nieba nad okolicą to tylko pozazdrościć .Porównywalne niebo to gdzieś na Oceanie nad równikiem albo gdzieś w gorach daleko od świateł i oparów przemysłowych.Polecam nocne obserwacje nieba w okolicy.
    Co bym nie napisał panie Kazimierzu to wspaniale pan ujął temat. Miło czytać o takich ludziach .Gdzie dzisiaj są im podobni ? w życiu przypominającym małpi gaj i wyścig szczurów kontra pauperyzacja społeczeństwa czyli postępująca bieda .
    PS- trole uszanujcie ten artykuł ,żebym nie musiał kogoś nazwać szpetnie po francusku.
    PS 2- sory za byczki w pierwszym tekście to tak jak pisze się ,,komórką z palca” a ,,ż” na ,,rz” to o pewne słowo które znacie dzięki tv 🙂

  3. Prawda jest taka że lekarze są w rzeczywistości bardzo bogaci i tak samo każdy co zajmuje się farmacją. Dodatkowo często jeszcze współpracują ze sobą nawet w sposób mało etyczny. Przykładowo jak polska para lekarzy stałą się milionerami http://www.open-youweb.com/nieprzyzwoicie-bogaci-polscy-lekarze/ raczej nikogo nie zdziwi że dodatkowo zajęli się tworzenie tak zwanych leków. Lekarze mają chyba najwięcej bogactwa.

  4. Brakuje wypowiedzi osób współpracujących z tymi osobami,jest jeszcze trochę ludzi którzy wspominają czasy jak Pojaskowie mieszkali w starym laboratorium na terenie szpitala,jak w szpitalu pracowały zakonnice….Ja osobiście mile wspominam nie żyjącego już lekarza chorób zakaźnych dr. Szczypę, człowieka bardzo uczciwego….

Zostaw komentarz

Redakcja "NOWa Gazeta Biłgorajska" NIE PONOSI ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA ZAMIESZCZONE KOMENTARZE!